Rzeczy, które warto wiedzieć przed założeniem własnej strony internetowej

Lepiej zarezerwować domenę ze swoim nazwiskiem, niż olać sprawę. Lepiej mieć stronę, niż jej nie mieć. Lepiej prowadzić bloga i próbować budować swój wizerunek, niż nie robić nic z tym w ogóle. Tym razem opowiem o rzeczach, jakie powinno się wiedzieć i o jakich powinno się pamiętać, zanim rozpocznie się prace nad swoim miejscem w Sieci.

Jednym z błędów, jakie popełniłam będąc na kilkumiesięcznym kontrakcie jako UX/UI Designer, było to, że po godzinach ani nie zaangażowałam się w odświeżanie swojej strony z portfolio, ani też nie dbałam o poszerzanie bazy klientów (czy też zwyczajne projekty non-profit). Sądziłam, że moje starania i ambicje zostaną docenione wewnętrznie (i to mi, jako młodemu projektantowi, wystarczy) przez osoby, które miałam za mentorów. I że zostanę z nimi na dłużej. Finalnie skończyło się na ogromnym stresie, frustracji i kompletnym wypraniu z kreatywności. Dlatego więc zrezygnowałam i wróciłam na freelance odkopać się ze spraw, z którymi najzwyczajniej w świecie nawaliłam. Dla designera nie ma nic ważniejszego od jego portfolio – a ja trochę zostałam z niczym.

Ten wpis nie jest jednak o tym, co działo się wtedy (i trochę później) w mojej głowie (i w firmie), więc może ten temat zostawię na osobny tekst, ale o tym, co należy zrozumieć i jak się przygotować, zanim podejdzie się do kwestii technicznych oraz finansowych w związku z prowadzeniem strony/bloga/portfolio. Bo widzisz. Ja sama wcześniej patrzyłam na to inaczej – i źle właśnie. Jakoś tak się dzieje, że przy tworzeniu swoich projektów i pracowaniu nad nimi (na ogół) samodzielnie, popełniam najwięcej błędów. Oto, czego się dowiedziałam…

Po co Ci ta strona?

To jest tak trochę, jak pytanie siebie samego o to, czy to odpowiedni moment, żeby mieć psa. Teraz. W w tym momencie, w tej sytuacji finansowej i takiej mieszkaniowej. Oczywiście – fajnie mieć takiego pieska! Bo staje się Twoim współlokatorem, nawet członkiem rodziny. Jeżeli mieszkasz sam, będziecie dla siebie nawzajem idealnymi obrońcami i pocieszycielami. Za pomizianie go za uchem odwdzięczy się niezżeraniem skarpet oraz załatwianiem potrzeb na matę higieniczną (pod Twoją nieobecność – bo człowieki czasami też potrzebują gdzieś wyskoczyć bez pupila).

Dokładnie tak samo jest ze stroną. Jak już będziesz ją mieć, nie warto jej zaniedbywać, a w posiadaniu jej w ogóle najlepiej mieć dojrzały cel (a nie widzimisię). Złym pomysłem jest też spontaniczne wchodzenie w posiadaniu takiego wirtualnego miejsca ze względu na czarnopiątkowe i noworoczne promocje domen, hostingu, ślicznych motywów i wtyczek. Nie mówię, żeby nie korzystać z okazji – ale jak już to korzystać, nie gromadzić. Zacząć działać. Odpowiedzialnie. Żeby się nie okazało, że po kilku miesiącach zaczną zżerać Cię koszty, a na stronce nie dzieje się praktycznie nic (plus kiedy nie masz z niej zysków).

Przykładowe, ważne powody, dla których możesz chcieć posiadać stronę:

  • masz czas i możliwości, aby zaangażować się w jej powstawanie;
  • masz zamiar rozwijać się zawodowo i chcesz lepiej zbadać swoje służbowe zainteresowania, chcąc dzielić się swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami z innymi;
  • przeraża Cię wizja pozostania z niczym w przypadku rozstania się z obecnym pracodawcą – lub planujesz po prostu zmienić miejsce pracy – więc zależy Ci na przedstawianiu się innym profesjonalnie, nie tylko za pośrednictwem mediów;
  • zdałeś sobie sprawę z tego, że Facebook i Instagram to nie wszystko i chcesz mieć kontrolę nad swoim miejscem w Sieci (co związane jest z dostępnością oraz awaryjnością);
  • chcesz zacząć uczyć innych lub sprzedawać swoje produkty (online lub fizyczne) i/lub usługi – do tego potrzebujesz więc strony z atrakcyjnie przygotowaną ofertą;
  • udało Ci się stworzyć pomysł i plan na prowadzenie swojej strony – a na promocję możesz przeznaczyć również określony budżet – strona ma spełniać np. rolę portfolio.

Jeżeli o mnie chodzi, zbyt długo zastanawiałam się nad rozdzieleniem strony firmowej i marki osobistej. Wciąż zdarza mi się powtarzać, że niekoniecznie rozwijanie firmy to jest coś, co mi się marzy… a jednocześnie zapraszam do zespołu nowego członka. Niestety, cele z początku także nie miałam jasno nakreślonych. Błąd niedoświadczonej? Teraz jednak wiem, co dla mojej firmy jest najważniejsze i jak to prezentować. Znalazłam pomysł, ale trochę późno. W efekcie przeprojektowuję stronę działalności, za priorytet uznając rozpisanie case-study przedsięwzięć, w których brałam udział. A na Rutkowskiej pozwolę sobie na większy luz.

Gdybym na początku usiadła i (co już zrobiłam za kolejnym razem ze stroną firmową) rozpisała na co mi to wszystko, co tym chcę osiągnąć, mogłabym być o wiele dalej… Mogłabym – bo wiele wciąż zależałoby ode mnie. Ważna jest akcja, inicjatywa. Trzeba wystrzegać się stagnacji.

Jednej rzeczy nigdy sobie nie rób: nie zaniedbuj swojego portfolio, dorobku naukowego i kreatywnego… Jeżeli interesują Cię te tematy, zajrzyj do wpisu Dlaczego warto pracować nad własnym, kreatywnym projektem.

Treści, sekcje i kompozycja

Wciąż niewielu mam klientów, którzy przychodzą do mnie z przygotowanymi treściami i wizją wstępną strony. Na ogół punkt ten trzeba wypracować w ramach warsztatów, czyli odkryć problemy i potrzeby. Do tego stworzyć opisy, zdania, nierzadko od zera. Czasami – ale tylko czasami – pomagają materiały z poprzedniej wersji strony. Przynajmniej są niezłym materiałem do analizy.

W przypadku blogów stricte, jest nieco (ale tylko nieco) łatwiej – bo oczywiście można wzorować się na gotowych już motywach (np. WordPress), ponieważ tu pewne wzory już się utarły. Strona główna? Lista wpisów, najczęściej z paskiem widgetów po prawej lub lewej stronie. Widok wpisu? Z dużym zdjęciem u góry, akapitami i miniaturką z podpisem autora. Do tego zakładki, jakie upopularniły się już dawno – „Zacznij tutaj” oraz „O mnie i współpraca” z formularzem kontaktowym, linkami i wyznaczonym miejscem na statystyki. Problem z blogami jest jednak taki, że coraz trudniej natknąć się na taki z przyjemną nawigacją oraz w ogóle dobrze zoptymalizowanymi gotowcami, pod względem kodu. Ostatecznie jest zawsze coś do przerobienia, poprawienia, więc i w wersji budżetowej ciężko bez wsparcia programistycznego.

Blogi to na ogół takie poczwarki, nigdy nie stające się pięknymi motylami. Umierające zbyt wcześnie, dogorywające w ciszy, „bez komentarzy”. A to zabraknie autorowi czasu, a to trafi się irytująca przeszkoda (niekoniecznie techniczna, bo problemy z utrzymaniem strony wiążą się i z niewiedzą marketingową) i trudno samemu, bez odpowiedniego zorientowania oraz wsparcia, coś z tym zrobić. Motyw kupić łatwo, trudniej go zrozumieć, ustawić w sposób odpowiedni sekcje (czasami natrafi się coś bez wersji demonstracyjnej do zaimportowania i kiszka) i sprawić, by działały jak trzeba. Nie wspominając już o wersji mobilnej – która jest totalnym must-have, bo wiele osób czyta w trasie do i z pracy na telefonie!

Jak powinno być? Możliwie jak najprościej. Nie przepakowując pop-upami, powiadomieniami i zapytaniami. Są pewne UXowe rozwiązania działające jednocześnie z prawem. Wciąż niewiele osób wie, że wystarczy, że notka o korzystaniu z cookies będzie po prostu w widocznym miejscu, chociażby i na końcu strony. Nie musi wyskakiwać nikomu na twarz.

W kwestii treści warto rozważyć:

  • jak często zamierzasz publikować – a między innymi, jak dużo treści „na raz” chcesz pokazywać użytkownikowi na stronie głównej (aby go nie spłoszyć jak kulawy lew gazelę);
  • jakie informacje chcesz wyświetlać na stronie głównej – np. skrócone „o mnie”, linki do mediów, najnowsze lub najpopularniejsze wpisy, zapis do newslettera (czy w ogóle zamierzasz od początku istnienia strony mieć newsletter?) – pamiętaj, że kolejność ZAWSZE ma znaczenie;
  • na jakich urządzeniach chcesz/możesz być widziany – bo te ekrany powinny wyświetlać się jak najlepiej i bez błędów;
  • jakie tematy będziesz poruszać, dla kogo i dlaczego – czy to strona/blog ekspercki czy coś jeszcze innego (np. strona podcastu).

Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby swoją wizję bloga po prostu… naszkicować! Ponoć to, co na papierze, traktuje się bardziej „na serio”. Może warto złożyć sobie taką graficzną „obietnicę” stworzenia strony?

Plan, motywacja i… marketing

Wydaje się proste, ale czy na pewno? Z autopsji doskonale wiem, że kompletnie nie. Plan łatwo jest stworzyć, trudniej wykonywać go zgodnie z rozpisanymi etapami, bo… dochodzi do tego sprawa motywacji, a tą bestią jest już trudniej. Pojawia się i znika, a przez to nie obywa się bez ofiar… w stronach. Jak szybko się niektóre pojawiają, tak szybko znikają. Bez echa i krzyku.

Dlaczego jest tak trudno założyć rozpoznawalną w Sieci stronę? No właśnie przez to, że wiele osób poprzez swoje działania nie doprowadza do ów rozpoznawalności. Nie piszesz, nie dzielisz się z innymi tym, co wiesz i tym, co siedzi Ci w głowie, to nie masz na co liczyć. Co do marketingu, trzeba znaleźć w sobie odwagę. I nierzadko zasoby finansowe oraz grupę wsparcia. Wszystko zależy od tego, jaki obierzesz cel (o czym pisałam na początku) i ile treści, jak często, tworzysz. Na ile jest to wartościowe i na ile masz ochotę rozwijać sobie umiejętności (marketingu online, ale nie tylko) jako właściciel strony/bloga.

W moim przypadku niestety tej początkowej strategii zabrakło – w tym wizji, co dalej z tym wszystkim zrobić. Więc nie robiłam nic, a później bardzo tego pożałowałam. Zarówno jako osoba kreatywna, jak i grafik z własnym biznesem.

Bo widzisz. Możesz mieć tego psa. Ale co by z Ciebie był za właściciel, gdybyś nigdy nie chodził z nim na szczepienia, nie kupował nowych zabawek i nie wyprowadzał na zewnątrz, do innych zwierząt i ludzi? No byłbyś kompletnie beznadziejnym Pańciem…

O swoje własne miejsce w Sieci trzeba dbać. Dobrze je mieć, a jeszcze lepiej mieć zadbane, zawsze gotowe do tego, aby pokazać je innym. Aby przyciągać, uczyć, imponować, a nie odpychać. Warto pomysł na stronę/bloga dokładnie przemyśleć! To świetna sprawa, ale i pochłaniająca sporo energii. Różnych zasobów.

I jeszcze jedno – nie poddawaj się i pisz, twórz, publikuj!


A jeżeli już sprawy wymknęły Ci się spod kontroli, masz już w posiadaniu takiego potworka, więc zaczynasz dostrzegać, że nie obejdzie się u wizyty u behawio… to znaczy grafika i programisty, pamiętaj, że możesz skorzystać z opcji konsultacji ze mną. Szczegóły znajdziesz w zakładce Współpraca i mentoring.


Ilustracja do tekstu: © Anete Lūsiņa, Unsplash