Dlaczego warto pracować nad własnym, kreatywnym projektem

Chcesz zacząć wreszcie brać sprawy w swoje ręce? Zacznij pracować nad własnym projektem – blogowym, vlogowym, biznesowym! Przestań wmawiać sobie, że „nie masz czasu” lub „nie potrafisz” i poszukaj motywacji do poczynienia przynajmniej niewielkich kroków w kierunku rzeczy, której zawsze chciałeś spróbować.

Ucieknij do świata, w którym panują Twoje zasady

Realizacja własnego projektu da Ci przede wszystkim poczucie wolności i odkryjesz pozytywną moc samorealizacji. Niech to będzie rzecz, na którą będziesz mieć wpływ pod każdym względem.

Kluczem do sukcesu jest regularne, zorganizowane działanie oraz pokonywanie chwil wątpienia i innych przeszkód. Jeżeli będziesz robić coś wystarczająco długo i dobrze, po jakimś czasie Twoje otoczenie zacznie to zauważać (pod warunkiem oczywiście, że je budujesz, pielęgnujesz i rozwijasz). Przyciągniesz zainteresowanie i poczujesz się doceniony. Zobaczysz – tak będzie!

Początki są cholernie trudne. Mam na myśli dosłownie… cholernie! Mam dwie rady na pokonanie ciężaru tego pierwszego etapu. Po pierwsze, miej przy sobie osobę, która będzie w stanie wspierać Cię w momentach załamania i frustracji. Po drugie, nie karm się toksycznym otoczeniem i tak zwanymi „wampirami energetycznymi”.

Nie ma nic złego w tworzeniu projektu z egoistycznych powódek. Jeżeli masz już poświęcać czas na coś po godzinach, niech to będzie coś, co zacznie wpływać na Ciebie pozytywnie i stanie się źródłem satysfakcji.

Nigdy, przenigdy nie daj sobie wmówić, że zajęcie, któremu chcesz się poświęcić po godzinach jest „głupie”, „pozbawione sensu” lub że „to tylko strata czasu”! TO TWÓJ CZAS, TWOJA SPRAWA I TWOJA SZANSA! Wykorzystaj ją dobrze. Ignoruj smutnych, toksycznych, niepotrafiących się poważnie zaangażować ludzi.

Poznaj powody, dla których naprawdę warto robić kreatywne rzeczy

Potencjał na coś większego… czyli nie tylko samorealizacja

Osobiście przyjmuję zasadę, że jeżeli mam już coś robić, to niech przynosi mi to pewne wartości, które sprawią, że będę czuła satysfakcję, radość, inspirację… Jak już wspomniałam, z mojego doświadczenia wiem, że robiąc coś dostatecznie dobrze (a już na pewno lepiej od innych) i dostatecznie długo (regularnie, mając odzwierciedlenie w kalendarzu) zawsze ostatecznie pojawi się przed Tobą szansa na rozwinięcie projektu i popchnięcie go ku nowym celom. Mam na myśli chociażby przekształcenie w solidną markę i chociażby na swoim zaangażowaniu.

Rozwinięcie swoich obecnych umiejętności i odkrycie oraz nabycie nowych

Dodatkowe projekty to świetny pretekst do zbadania nowych dziedzin oraz przekonania się w czym tak naprawdę chcesz być dobry i z jakich umiejętności rozpoznawany. Nie czujesz się obecnie doceniany przez swoje środowisko? Pokaż na co Cię stać, wyraź chęć dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi. Możliwe, że przy okazji znajdziesz wiele powodów do nadrobienia zaległości w kwestiach, na które miałeś ochotę już od dawna. Planujesz nauczyć się grafiki lub programowania? Po prostu zacznij!

Chcesz żyć kreatywnie? Czerpać z pozytywnej energii? Otaczaj się innymi osobami, które lubią działać, eksperymentować i wyciągają lekcje z porażek i chwil słabości.

Plan B, czyli kiedy sprawy się sypią, warto jest mieć zajęcie, do którego można „uciec”

Myślę, że każda mądra istota powinna mieć plan B. Nigdy nie wiadomo co czyha za rogiem, trudno też nieustannie badać swoje granice wytrzymałości… Uważam też, że tworzenie swojej „poduszki bezpieczeństwa”, na której można lądować w najbardziej skomplikowanych momentach życia, przynosi poczucie psychicznego komfortu. W trakcie przystanku pomiędzy jedną pracą a drugą, w czasie wychodzenia z jakiejkolwiek trudnej sytuacji – zawsze wtedy ma się to jedno, ulubione i podnoszące na duchu zajęcie.

Tworzenie projektu umożliwia również budowanie wokół niego Społeczności – docierania do osób, które nie tylko docenią Twoje starania i będą odnajdować wartość w Twoich działaniach, ale i podzielą Twoje zdanie, a nawet emocjonalnie się z Tobą zsynchronizują i będą w stanie wesprzeć, dodać otuchy.

Jak nie dać się zwariować, czyli czemu czasem warto odpuścić (dla swojego dobra) i zająć się innymi sprawami

Jakiś czas temu, podczas jednej z konwersacji online, mój znajomy napisał mi bardzo mądre zdanie. Jako, że akurat tę część przesłał mi w języku angielskim (już jakoś tak ma, że o niektórych sprawach łatwiej mówi mu się akurat w tym języku), przytoczę je w oryginale:

Best not to have a finite goal but a vibe you want to live in – makes things easier to decide what your really want when you disassemble the way elements of that vibe and try to make them a reality.

Najlepiej nie mieć skończonego celu, ale poczucie stanu, w którym chce się żyć. Warto sobie ten stan właśnie dekonstruować i na podstawie rozebranego na czynniki pierwsze wyobrażenia podejmować decyzje. Uświadomić sobie, czego się tak naprawdę chce oraz w jakich okolicznościach chce się być za jakiś czas. Ostatecznie – ułożyć plan działania i postarać się pomału to marzenie urzeczywistniać.

Jest to bardzo filozoficznie ujęte, ale to prosta zasada. Im dłużej nad tym się będziesz zastanawiać, tym stanie się to dla Ciebie jaśniejsze. Ariana Grande w piosence „7 rings” śpiewa o tym po prostu – „Widzę to, lubię to, chcę to, mam to”.

O co więc chodzi z tym stanem „zwariowania” z nagłówka?

We wszystko, w czym biorę udział, mocno się angażuję. Totalnie, emocjonalnie i fizycznie. Jednym z powodów, dla których zrezygnowałam z prowadzenia Poznańskiej Gildii Graczy i Pog(R)adajmy było wyczerpanie. Poczułam, że osiągnęłam wiele dzięki organizacji tych przedsięwzięć, ale jednocześnie niewiele więcej mogłam już w nie włożyć. Potrzebowałam zrozumienia i poczucia świeżego startu. Chociaż nie wszystko poszło po mojej myśli, było to dla mnie bardzo trudne, a na dodatek weryfikujące niektóre znajomości i związki, nie żałuję wtedy podjętej decyzji.

Dzięki odpuszczeniu sobie, rezygnacji z pewnej odpowiedzialności, mogłam dokończyć i rozpocząć inne sprawy. Popchnąć swój rozwój osobisty do przodu, wyzbyć się poczucia stagnacji i niezrozumienia.

Takich momentów „odpuszczania sobie” w moim życiu – szczególnie ostatnio – było kilka. I raz jeszcze to powtórzę – nie żałuję! Nie warto trzymać się kurczowo jednego projektu. Czasami trzeba próbować wiele razy, wielu rzeczy, zanim naprawdę trafi się na „to jedyne”.

Najtrudniej jest zacząć. Co ułatwia początki? Plan działania! Działaj w swoim rytmie, ale narzuć sobie małe cele do osiągnięcia. Rób podsumowania. Ucz się cierpliwości…

Od czego zacząć?

W dużej mierze zależy to od tego, co w ogóle chcesz robić – to jasne. Jeżeli chcesz pisać bloga – zanim zajmiesz się za tworzenie strony, napisz kilka tekstów na początek (aby mieć już kilka na start, kiedy wszystko technicznie zostanie przygotowane). Jeżeli chcesz tworzyć muzykę – rozważ założenie profilu na Instagramie lub YouTube i zacznij docierać do swojej publiczności. Nie musisz od początku działać jawnie – możesz utworzyć prywatne relacje i materiały, pozwolić na wgląd do nich tylko najbliższym lub określonej grupie. Ale ważne jest, aby ostatecznie odnaleźć w sobie odwagę i wyjść z projektem „na zewnątrz”, do innych, pokazać go światu i zweryfikować. Otworzyć się na możliwości rozwoju.

Nie chodzi o to, aby z dnia na dzień rzucać się na głęboką wodę. Przede wszystkim to eksperyment, który powinien pokazać Ci, że nie ma sensu bać się próbować i że warto mieć kreatywne zajęcie po godzinach. Niech będzie to w pierwszej kolejności wyraz dbania o siebie, pożytecznego spędzenia czasu samym ze sobą. Bez presji.