Czego nie lubi użytkownik, czyli 5 typowych problemów stron internetowych

Udało Ci się założyć bloga lub stronę firmową? Postąpiłeś pierwszy krok do sukcesu – to Twój własny, osobisty kawałek Sieci i możesz przestać przejmować się awariami Facebooka czy Instagrama. Użytkownicy już sami dobrze wiedzą, gdzie jeszcze Cię szukać, pod jakim adresem (o ile oczywiście ten adres odpowiednio eksponujesz!).

To jest bardzo odważne… stawienie czoła technologii i podjęcie próby stworzenia czegoś ze względu na swoje potrzeby i ambicje. Nie wątpię też, że włożyłeś w to sporo wysiłku, a może nawet na Twojej głowie pojawiło się kilka siwych włosów… Zmartwię Cię niestety, że bardzo często to nie koniec zmagań, nawet jeżeli na pierwszy rzut oka wszystko już działa.

Zaglądasz w statystyki i widzisz, że użytkownicy niechętnie korzystają z funkcjonalności strony, a nawet bardzo szybko ją porzucają? Z tego tekstu dowiesz się, co może być tego przyczyną. I jak to naprawić.

Problem nr 1 – Użytkownik nie wie, jak korzystać ze strony lub ciężko się mu korzysta z nawigacji. Jest to dla niego nieintuicyjne lub niewygodne

Krótko mówiąc, taka osoba wchodzi na Twoją stronę i nie wie co kliknąć, albo nawet klika w elementy, które okazują się nieklikalne – prowadzące donikąd, pozbawione interaktywności.

Mam na myśli chociażby taką sytuację, gdzie na stronie głównej znajduje się wpis składający się z elementów – tytuł, obraz, lead i przycisk (ang. button) lub link „czytaj więcej” – i coś z tych rzeczy nie działa jak powinno, zgodnie ze swoim przeznaczeniem.

Zarówno tytuł, jak i obraz (bo istnieją dwa typy użytkowników – jednych skusi najpierw tekst, tych drugich przyciąga ładna grafika) powinien prowadzić do treści wpisu. Lead (wprowadzenie), czyli ten krótki tekst, powinien spełniać rolę przyciągającej zajawki i zachęcać do wybrania linku/przycisku poniżej, również prowadzącego do treści wpisu. Jego dodatkową rolą jest to, że skraca długość całej strony – wypisy (kiedy jest ich bardzo dużo) nie są rozwleczone po stronie głównej, a dla użytkownika to przedsmak zawartości…

Inną, często problematyczną sprawą, jest menu. Źle opisane linki do podstron lub wyróżnionych kategorii wprowadzą nie jednego w zakłopotanie. Tu nie może znajdować się wszystko i nic (a nawet – im mniej, tym lepiej). To jest miejsce na zakładki o określonej funkcji i konkretnym przeznaczeniu, ułatwiające gościowi poruszanie się po stronie, w tym szybkie docieranie do pożądanych treści.

Warto, aby to, co uznasz za menu znajdowało się na widoku – hamburgerowe ikonki może i wyglądają ładnie, ale trochę krzywdzą Ciebie i użytkownika. Utrudniają odnajdowanie poszukiwanych zagadnień.

Problem nr 2 – Użytkownik na pierwszy rzut oka nie rozumie, co jest główną tematyką strony i jakich treści może spodziewać się w przyszłości

Tutaj problem tkwi w tekstach, hasłach obecnych na stronie. Wiesz co to są buzzwordy? Są to mądrobrzmiące i popularne w danej branży, społeczności słowa albo nawet całe zdania. Nierzadko wręcz nadużywane.

Dla Ciebie i dla ludzi z Twojego środowiska mogą stanowić coś oczywistego i niewymagającego wyjaśnienia, aczkolwiek dla odbiorcy, który spotyka się z zagadnieniem po raz pierwszy, może okazać się to mgliste i niejasne. Może być wręcz powodem do opuszczenia Twojej strony, bo ktoś już gdzieś wcześniej to słyszał i nie zrozumiał, bo nie spotkał się z objaśnieniem, czy nawet próbą wyjaśnienia.

Tu też nie chodzi o oryginalność, jak o precyzyjność w doborze słów i znajomość preferencji oraz wiedzy użytkownika. Warto wybierać proste, nieskomplikowane komunikaty. Dopracować treści i sprawdzić je na potencjalnych odbiorcach.

Staraj się podążać własną ścieżką, a nie sugerować się tym, co robi konkurencja lub o czym piszą inni blogerzy. Nie masz pewności, że to, co robią w 100% się im sprawdza. Nie wiesz też na jakim poziomie wiedzy i wtajemniczania są. Kwestia zawartości strony to wiele testowania, masa mniej lub bardziej udanych eksperymentów.

Jeżeli nie wiesz od czego zacząć pracę nad tekstami, rozważ stworzenie person – charakterystyki potencjalnych użytkowników (ich wiek, zainteresowania, wspomniany „poziom wiedzy”, ulubione słowa, tematy, stan emocjonalny a nawet finansowy), których chciałbyś na swojej stronie i wśród swoich fanów/klientów. Bierz pod uwagę to, z czym chcesz do nich trafić. Zadaj sobie pytanie, dlaczego mają ich zainteresować Twoje artykuły… oraz czy uznają za wartościowsze wszelkie obietnice zawarte w słowach, jakie postanowisz zamieścić na swojej stronie.

Jeżeli blogujesz lub po prostu prowadzisz stronę firmową (portfolio), nie zapomnij podpiąć ją pod narzędzia służące analityce, jak np. Google Analytics czy FullStory. Z danych zbieranych nawet tylko przez kilka dni, możesz już wyciągnąć kilka ważnych wniosków.

Problem nr 3 – Użytkownik nie wie, dlaczego coś nie działa. Brak komunikatów informujących o błędach

Problem wynikający po prostu z technicznej niewiedzy (w tym także z zaniedbań administratora – Ciebie), a w gruncie rzeczy jest to sprawa prosta. Użytkownik powinien wiedzieć, np. jakie pola są niezbędne do wypełnienia i do poprawnego wysłania formularza kontaktowego lub ankiety.

Informacje o błędach, ale także i o powodzeniu interakcji, powinny wyświetlać się albo bezpośrednio pod miejscem, w którym algorytm natknął się na niezgodność, albo (w przypadku krótkich sekcji) bezpośrednio pod przyciskiem. Ważne też, by wyróżnić je odpowiednim kolorem (np. czerwonym, pomarańczowym, zielonym lub niebieskim).

Jeżeli na stronie korzystasz z wtyczek (chociażby i tych związanych z mediami społecznościowymi!), warto je przetestować zanim zrobi to Użytkownik Twojej strony. Do testowania możesz oczywiście zachęcić swoich znajomych lub nawet i członków rodziny. Dzięki temu eksperymentowi od razu dowiesz się, czy widgety nie wymagają poprawek, są przetłumaczone i zrozumiałe oraz odpowiednio ustawione.

Problem nr 4 – Użytkownik jest zasypywany reklamami i pop-upami (które nawet ciężko zamknąć w wersji mobilnej strony)

Coś, co najczęściej zniechęca mnie do korzystania ze strony, to nadmiar powiadomień opanowujących całą przestrzeń ekranu.

Przede wszystkim, dokładnie zapoznaj się z zasadami informowania o cookies i Polityce Prywatności. Chociaż sprawy te powinny być dostępne dla użytkownika, niekoniecznie muszą objawiać się w postaci długaśnych i skomplikowanych ścian tekstu. W gruncie rzeczy, uwierz mi, niewielu ludzi i tak je przeczyta. Nikt też z góry nie założy, że w nieodpowiedni sposób przetwarzasz dane. Od pierwszego wejścia na Twoją stronę otrzymujesz kredyt zaufania – nie zmarnuj go.

Koniecznie także zbadaj jak reklamy i pop-upy wyświetlają się na mniejszych ekranach. Niejednokrotnie zdarzyło mi się, że nie byłam w stanie zamknąć lub po prostu zminimalizować komunikatu. Finalnie „wiszące” okno uniemożliwiało mi wygodne korzystanie ze strony – którą szybko przez ten fakt opuściłam.

Jeśli już chcesz koniecznie skorzystać z możliwości dodatkowych, wyskakujących komunikatów, postaraj się o atrakcyjną formę. Niech użytkownik dostrzeże w nich coś wartościowego. Nie zapominaj o szansie wyboru. Nie zmuszaj nikogo do korzystania z Twojej strony na siłę.

Problem nr 5 – Użytkownik nie ma dostępu do wersji mobilnej strony

Wersja mobilna jest sprawą bardzo ważną, szczególnie jeżeli prowadzisz bloga. Czytelnicy widząc Twoje powiadomienia, np. o nowych wpisach z poziomu Facebooka lub Instagrama, będą najprawdopodobniej wchodzić na stronę korzystając ze swoich telefonów (za pośrednictwem wspomnianych aplikacji). Jeżeli chcesz sprawdzić, skąd napływają Twoi odbiorcy oraz z jakich ekranów korzystają najcześciej, koniecznie doklej do kodu strony Google Analytics lub Fullstory.

Najczęstszym problemem wersji mobilnych to niedopracowane style typograficzne i formatki obrazów (w tym galerii). Należy zwrócić uwagę na sposób, w jaki teksty, nagłówki i różne grafiki wyświetlać się będą takim użytkownikom.


Czego jeszcze nie lubią użytkownicy Twojej strony? Jeżeli udało Ci się dojść do interesujących spostrzeżeń, koniecznie podziel się nimi w komentarzu. Daj także znać, czy tak przedstawiony temat użyteczności jest dla Ciebie interesujący.


Ilustracja do tekstu: © Mel Poole, Unsplash